“Rok w zdrowym domu” – Sylwia Panek

Sylwia Panek jest znaną influencerka, która pokazuje swoim obserwatorom, jak można zdrowiej żyć. Z wykształcenia jest chemiczka i w przeszłości pracowała w firmie farmaceutycznej. Nie znałam jej wcześniej, ale zaintrygowała mnie książka “Rok w zdrowym domu”, dlatego postanowiłam ją przeczytać i pogłębić swoją wiedzę. Tak też się stało, bo w poradniku nie zabrakło nowych dla mnie informacji. 



Książka ma tyle rozdziałów, z ilu tygodni składa się rok kalendarzowy. W ten sposób autorka chciała zachęcić czytelników do stopniowego wprowadzania zmian w codziennym życiu. Ma to sens, bo jeśli za szybko będziemy modyfikować swoje zwyczaje i działać zbyt gwałtownie, poczujemy zmęczenie i przytłoczenie. Jak zauważa sama Sylwia Panek – nie wszystko da się zmienić, bo pewnych zanieczyszczeń nie unikniemy w codziennym życiu, ale dużo możemy zdziałać. Wszystko ma znaczenie – to, co jemy, pijemy, jak przygotowujemy posiłki i w jaki sposób sprzątamy. “Rok w zdrowym domu” pozwala nam chociaż częściowo odzyskać poczucie sprawczości i wpływu na swoje życie.


Sylwia Panek wzięła pod lupę między innymi płyny do płukania, które często ukazuje się w reklamach jako dobra luksusowe. Tymczasem wcale nie potrzebujemy ich do tego, aby nasze pranie było czyste. To dodatek, bez którego możemy się obejść. Co ciekawe, informacje, jakie przytacza Sylwia Panek, pokrywają się z moimi obserwacjami. Płyny do płukania mają specyficzną, tłusta konsystencję, która zatyka pralki i skraca ich życie. Poza tym wiele z nich zawiera mnóstwo chemii nadającej długotrwały zapach – część z tych substancji przereaguje z ozonem, dając toksyny. 


Odświeżacze powietrza to coś, czego nadużywamy i bezwiednie się nimi trujemy. Jakby tego było mało – zbyt rzadko czytamy ich instrukcję stosowania i wypełniamy zapachem małe pomieszczenia, co sprzyja między innymi bólom głowy.


W miarę możliwości warto rozejrzeć się za czajnikiem, który nie zawiera plastikowych elementów. Sama stwierdzam, że najkorzystniej wypadają modele do podgrzewania wody na kuchence gazowej. Są w całości wykonane ze stali nierdzewnej i jeśli pochodzą od dobrego producenta, a nie z taniej chińskiej fabryki, nie powinny uwalniać szkodliwych substancji. W czajnikach elektrycznych zawsze jest coś plastikowego – chociażby miarka wody. Tymczasem wysoka temperatura zwiększa uwalnianie mikro- i nanoplastiku, który potem spożywamy. Jakie będą tego skutki? Obecnie nie mamy pewności, ale podejrzewa się, że plastik może zaburzać gospodarkę hormonalną, pracę układu odpornościowego, a nawet powodować raka, więc osobiście wolę z nim uważać. Wprawdzie mam twardą wodę i plastik częściowo wytrąca się jako osad, ale ten proces nie zachodzi tak wydajnie, żeby zredukować zagrożenie do minimum.


Skoro jesteśmy przy czajniku, muszę wspomnieć o torebkach z herbatą. Pamiętam, że gdy wychodził system segregacji odpadów, otrzymałam instrukcję, by wrzucać je do bioodpadow. Ostatnio coraz częściej słyszałam, że nie należy tego robić, bo torebki z herbatą zawierają tworzywa sztuczne. Sylwia Panek w książce “Rok w zdrowym domu” wyjaśnia, że dodano je, aby papier nie pękał podczas parzenia, bo wiele osób skarżylo się na wysyp suszu do filiżanki. 


W sklepach znajdziemy mnóstwo pięknych kubków, miseczek i tacek, ale czy wszystkie nadają się do kontaktu z żywnością? Niekoniecznie, dlatego zawsze trzeba szukać na nich znaczka z widelcem. Jeśli go nie ma, przedmiot należy potraktować jako element dekoracyjny. Niestety, nawet z kubków dopuszczonych do kontaktu z żywnością uwalnia się mnóstwo szkodliwych substancji, w tym metale ciężkie – tak się dzieje, jeśli kupujemy je w sklepach znanych z tego, że jest w nich tanio. 


Sylwia Panek zachęca też do rozsądnych zakupów odzieżowych – lepiej kupować mniej, ale stawiać na rzeczy wysokiej jakości, które są bezpieczne dla zdrowia i środowiska. Podobnie jak autorka książki “Rok w zdrowym domu” lubię kupować w second handach i na Vinted. W takich miejscach łatwiej znaleźć ubrania z przewiewnych materiałów, a nawet z certyfikowanych tkanin. Sama widzę dużą różnicę między skandynawskimi sieciowkami a tymi popularnymi w Polsce. Rzeczy są przede wszystkim lepiej wykonane. Były wielokrotnie prane, a wciąż wyglądają dobrze, a co najważniejsze wcześniejsze właścicielki zdążyły z nich wypłukać szkodliwe substancje podczas prania. Wszystkie nowe rzeczy – z pierwszej i drugiej ręki należy wrzucić do pralki przed pierwszym założeniem, aby zmniejszyć ryzyko reakcji alergicznych i infekcji. 


Niestety, przemysł odzieżowy używa mnóstwo chemii. Bawełna uprawiana przemysłowo często zawiera pozostałości pestycydów, których wpływ na organizm wcale nie jest neutralny. Aby ubrania zachwycały nas feerią kolorów, stosuje się syntetyczne barwniki i utrwala je ołowiem. Im mniej płacimy za sukienkę czy koszulę, tym większe ryzyko, że płukanie tkanin ograniczono do minimum, dlatego nie zdołano wypłukać z nich szkodliwych substancji. Poza tym w odzieży przeciwdeszczowej i plamoodpornej znajdziemy wieczne chemikalia, których nie pozbędziemy się podczas prania. Ubrania z poliestru, akrylu i poliamidu zawierają pozostałości ropy naftowej, z której zostały wyprodukowane. Tekstylia szyje się głównie w Chinach, Indiach i Bangladeszu, skąd przewozi się je do Europy z wykorzystaniem statków. Aby wskutek kontaktu z wilgocią nie zaczęły gnić, spryskuje się je formaldehydem i substancjami przeciwgrzybiczymi. Aldehyd mrówkowy sprawia też, że na tkaninach nie pojawiają się zagniecenia, przez co ubrania świetnie prezentują się w sklepie. Szacuje się, że w przemyśle tekstylnym używa się aż 800 różnych chemikaliów. Z ubrań bawełnianych i wiskozowych wielu można się pozbyć podczas prania i suszenia. Trochę gorzej wygląda to w przypadku odzieży outdoorowej, która nie powinna przemakać, dlatego nasącza się ją wiecznymi chemikaliami (PFAS). Choć najbardziej niebezpieczne są marki ultra fast fashion, na pozostałe też trzeba uważać. Co pewien czas różne organizacje robią badania, co skutkuje tym, że z sieciowek wycofuje się różne ubrania. Niestety, bardzo mało rzeczy spośród przebadanych spełnia normy. Kupując na Vinted czy w second handzie, możemy wręcz zadbać o swoje zdrowie, zmniejszając w ten sposób ryzyko zaburzeń hormonalnych, niepłodności czy niektórych typów nowotworów.


Swoją drogą byłam przekonana, że BPA, czyli bisfenol A, został już dawno wycofany z Unii Europejskiej. Tymczasem jest to proces równie powolny jak prace zmierzające do zaniechania zmiany czasu. Może za parę lat doczekamy się jego wyeliminowania z żywności, opakowań i akcesoriów kulinarnych. Wielki biznes zawsze wygrywa z ludzkim zdrowiem i życiem. Tymczasem musimy szukać produktów bez BPA na własną rękę – najlepiej unikając plastiku wszędzie, gdzie się da. Zamienniki BPA mogą bowiem też okazać się szkodliwe dla naszej gospodarki hormonalnej. Bisfenol A ze względu na swoją budowę chemiczną naśladuje żeńskie estrogeny, dlatego może zwiększać ryzyko niektórych nowotworów. Dzięki książce Sylwii Panek podjęłam się nie lada wyzwania i znalazłam blender ze szklanym kielichem, który został wyprodukowany w Słowenii. Moja radość w momencie jego znalezienia nie miała granic.


Książka “Rok w zdrowym domu” pokazuje też, że zagrożenie często czai się tam, gdzie zupełnie się tego nie spodziewamy. Papier kojarzy nam się z czymś bezpiecznym i ekologicznym. Tymczasem bardzo często nasącza się go szkodliwymi substancjami, aby poprawić jego właściwości. Dlaczego papier do pieczenia nie przywiera do foremki i ciasta? Dzieje się tak, bo pokryto go warstwą silikonu.


Sylwia Panek apeluje też, żebyśmy nie kupowali czarnych łopatek do żywności, bo często okazują się szkodliwe dla zdrowia. Najdobitniej pokazują to informacje o wycofaniu kolejnego akcesorium kuchennego ze sprzedaży. Lepiej zastąpić je zwykłą, drewnianą łyżką, która nawet w wysokiej temperaturze nie wchodzi w reakcje chemiczne z żywnością. 


Odkąd na gleboznawstwie dowiedziałam się o szkodliwości aluminium, a od tego czasu minęło kilkanaście lat, nie przestaje mnie zadziwiać, jak wiele produktów spożywczych ma kontakt z tym metalem, choć nie powinno. Glin ma dość ograniczone zastosowanie, biorąc pod uwagę, że wchodzi w reakcje chemiczne z solami, zasadami i kwasami. Tymczasem w aluminiowej puszce kupimy kwaśną colę i piwo. Na folii z tym metalem grillujemy posolone mięso. Kartony wyłożone między innymi aluminium służą nam jako opakowanie mleka. W tym miejscu pragnę nadmienić,  że to ostatnie dostaniemy w Lidlu w szklanej butelce. Ja kupuję je, gdy w sklepie ekologicznym nie znajdę certyfikowanego mleka z Turvity. Może komuś przydadzą się te informacje, więc je tu pozostawiam.


Teflon, z którego produkuje się nieprzywierajace patelnie, trzeba wyrzucić za każdym razem, gdy się do zadrapie, a o to nietrudno. Gdy dojdzie do takiej sytuacji, może zacząć uwalniać do naszego jedzenia rakotwórcze związki. Wiem o tym z lekcji chemii, więc od dawna nie ufam powłokom, także tym emaliowanym. Sylwia Panek podkreśla, że do gotowania najlepiej nadają się patelnie żeliwne i wykonane ze stali nierdzewnej. 


Zabawki dla dzieci często zawierają zbyt dużo ftalanów, które zapewniają im rozciągliwość. Jest to szczególnie niebezpieczne, bo małe dzieci wkładają tego rodzaju przedmioty do buzi. 


Bardzo zainteresował mnie rozdział o kiszeniu w plastiku. Jestem zaskoczona, że ludzie robią ogórki małosolne w opakowaniach po wodzie mineralnej. To bardzo niebezpieczne dla zdrowia, bo kwas może wchodzić w reakcję z plastikiem. Poza tym w tego rodzaju butelkach gromadzi się mnóstwo bakterii i grzybów. 

Komentarze