- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Gdybym miała wskazać 3 najważniejsze książki tego roku, byłyby to “Bógtechy” Sylwii Czubkowskiej, “Nie czekam na szklankę wody” Katarzyny Tubylewicz i “Patopaństwo” Jana Śpiewaka. Wszystkie przywołane tytuły nawiązują do istotnych i aktualnych spraw, które wpływają na nasze życie. Jana Śpiewaka miałam okazję poznać na Festiwalu Książki, gdzie opowiadał o absurdach polskiej rzeczywistości. Świetnie opisał je w “Patopaństwie”.
Tym, co bardzo mi się spodobało, jest autentyzm Jana Śpiewaka. Autor nie opowiada się po żadnej stronie polskiej sceny politycznej. Jeśli ma za co, krytykuje. Jeśli widzi jakąś zasługę, podkreśla ją. W swojej książce konfrontuje się z potężnymi patologiami, które niestety dostrzegam też w swoim otoczeniu. Myślę, że “Patopaństwo” może spodobać się wielu osobom, które myślą samodzielnie, niezależnie od tego, na kogo głosują. To tytuł, który skłania do refleksji.
Jan Śpiewak nie boi się trudnych tematów. Jeden z rozdziałów poświęcił niezdrowej relacji Polaków z alkoholem. Do rozwoju narodowego uzależnienia przyczyniła się szlachta, która zmuszała chłopów do zaopatrywania się u niej w określoną ilość alkoholu. Potem przyszedł PRL, w którym pito dużo, ale rzadziej. Masowo upijano się na weselach i sylwestrach. W końcu władze próbowały coś z tym zrobić. Wprowadzono zakaz sprzedaży alkoholu w określonych godzinach. Podniesiono również akcyzę. Gdy rząd Leszka Millera doszedł do władzy, postanowił ją jednak obniżyć. Przyczyniło się to do wyraźnego wzrostu sprzedaży alkoholu.
Obecnie dużo osób pije ryzykownie. Roczna sprzedaż piwa w przeliczeniu na jednego Polaka, w tym niemowlęta, wynosi 194 butelki. Do tego dochodzą mocniejsze alkohole. Jeden punkt sprzedaży alkoholu przypada na 300 osób. W Bydgoszczy jest ich więcej niż w całej Norwegii. Każdego dnia sprzedaż małpek bije niechlubne rekordy. Polacy piją przed pracą i w trakcie wykonywania obowiązków zawodowych. Koszty leczenia osób uzależnionych znacznie przewyższają wpływy z tytułu akcyzy.
Jan Śpiewak przypomniał mi też o koalicji PSL i SLD. Wspominam o tym, bo uświadomiłam sobie, że ludowcy, którzy dziś najgłośniej krzyczą przeciwko rozwodom w Urzędzie Stanu Cywilnego, kiedyś popierali liberalizację aborcji. Pokazuje to ich koniunkturalizm.
Cieszę się, że Jan Śpiewak wspomniał w “Patopaństwie” o lansowaniu wątpliwych moralnie gwiazd. Gdy widzę, jak Dagmara Kaźmierczak błyszczy na salonach i wydaje książki, wszystko się we mnie gotuje. Nie wiem, dlaczego promujemy kobietę, która stała na czele zorganizowanej grupy przestępczej i czerpała korzyści z prostytucji. Nie normalizujmy osób, które groziły kobietom i je biły, co potwierdził sąd, wydając prawomocny wyrok. Kaźmierczak jest wręcz dumna z tego, czym się trudniła, o czym świadczy jej wypowiedź w programie Kuby Wojewódzkiego. Niczego nie zrozumiała ani nie żałuje, co świadczy o braku resocjalizacji.
Jan Śpiewak pokazuje też, jak samozwańcze elity uważają się za lepsze od innych. Krystyna Janda wydaje się osobą całkowicie oderwaną do rzeczywistości. Wulgarnie wypowiada się o wyborcach PiS, nawet nie próbuje zrozumieć problemów osób, które ta partia dopiero niedawno dostrzegła. Ma pretensje, że reżyserzy proponują jej role zwykłych kobiet, a nie przedstawicielek inteligencji. Na dodatek uważa, zupełnie niesłusznie, że jeśli komuś coś nie wyszło po upadku PRL, to jest to wyłącznie jego wina. Jak zauważa Jan Śpiewak, Krystyna Janda startowała z uprzywilejowanej pozycji. Zrobiła bowiem karierę w czasach komunizmu.
Kolejnym apologetą ciężkiej pracy jest Leszek Balcerowicz. Szkoda, że ten człowiek zapomina, że nie dotarłby na szczyt, gdyby zabrakło mu szczęścia. Nie każdy otrzymał od PRL wygodną posadę na uczelni i 3-pokojowe mieszkanie na start.
W “Patopaństwie” dużo miejsca poświęcono patodeweloperce. Odkąd Leszek Miller doprowadził do deregulacji w planach zagospodarowania przestrzennego, borykamy się z chaotyczną zabudową. Obok domków jednorodzinnych deweloperzy budują bloki. Wystarczy, że dwie ulice dalej też stoją bloki i można to zrobić. Nowe osiedla powstają w przypadkowych miejscach, co oznacza spore koszty doprowadzenia mediów, których tam nie ma. Deweloperzy, w przeciwieństwie do władz z PRL, nie działają kompleksowo. Nie dbają o chodniki, obecność szkół i przedszkoli w okolicy. Wystarczy przejść się na jakiekolwiek starsze osiedle, by przekonać się, że kiedyś poważnie planowano zabudowę, aby ułatwić życie mieszkańcom.
Niestety w wielu polskich miastach, w tym moim rodzinnym, wycina się masowo stare drzewa pod szerokie drogi i parkingi dla samochodów. Często wykorzystuje się do tego środki unijne, robiąc finansowy szacher-macher. Teoretycznie pieniądze mają iść na budowę nowej linii tramwajowej czy autobusowej. W praktyce te się tworzy, ale też poszerza drogi pod samochody. Unia nie finansuje bowiem dróg szybkiego ruchu w centrum miast.
Zdaniem Jana Śpiewaka państwo i samorządy od lat próbują zajechać transport publiczny, zmuszając ludzi do przejścia na własny – samochodowy. Generuje to spore koszty ekonomiczne i środowiskowe. Przez takie podejście wszyscy oddychamy brudnym powietrzem. PKS w wielu polskich gminach stanowi tylko wspomnienie. Bez własnego auta do niektórych miejscowości po prostu nie da się dojechać. Co ciekawe, w Radomiu nie ma autobusów PKS, bo spółka zadłużyła się na 5 milionów. Można natomiast polecieć samolotem do Włoch lub na Cypr. Miasto wydaje około 20 milionów rocznie na utrzymanie lotniska. Z kolei do Jastrzębia-Zdroju, które ma 100 tysięcy mieszkańców, nie dociera PKP.
W “Patopaństwie” Jan Śpiewak bardzo dobrze opisał pewien mechanizm. Klasa średnia jest niezadowolona z usług publicznych, więc korzysta z sektora prywatnego. O wszystko obwinia najuboższych, którzy żyją z socjalu. Tymczasem odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponoszą najbogatsi, którzy szukają sposobu na optymalizacje podatkowe. Czy wiesz, że giganci często płacą grosze i jeszcze otrzymują wsparcie od państwa z naszych podatków? Śpiewak wspomina, że Auchan i Orange płacą mniej, niż wynosi 1 procent ich przychodu, a do tego otrzymują wsparcie od państwa, które znacząco przekracza zapłacony podatek. Do tego niektórzy przedsiębiorcy na jednoosobowej działalności gospodarczej przeginają z kosztami. Wpisują do nich co popadnie – biorą faktury nawet na kartkę kupioną dla siostrzeńca na komunię.
W narracji Jana Śpiewaka spodobało mi się rozróżnienie na bogatych i biednych przedsiębiorców. Autor, w przeciwieństwie do wielu polityków lewicy, dostrzega fakt, że nie wszyscy powinni być tak samo traktowani. Niektórzy ledwo wiążą koniec z końcem, prowadząc osiedlowy warzywniak. Ich nie należy obciążać kolejnymi wysokimi składkami, lecz zrobić coś, co może im ulżyć.
W “Patopaństwie” panuje spory egalitaryzm. Autor nikogo nie oszczędza – Platformy, SLD, Konfederacji, PiS, a nawet Jurka Owsiaka. Śpiewakowi nie podoba się wypowiedź tego ostatniego, który narzeka, że musiał zapłacić 1,1 tysiąca złotych z tytułu składek z etatu. Jak słusznie zauważa autor, ta kwota oznacza, że musiał zarobić całkiem niezłe pieniądze.
W Polsce od dobrych paru lat kuleje budownictwo społeczne. Nowe mieszkania oddają wyłącznie deweloperzy. Dla nich jest to bardzo korzystna sytuacja, bo zmonopolizowali rynek. Gdyby powstawały TBS-y, musieliby obniżyć ceny i zadbać o jakość. Samorządy często budują mieszkania z lepszych materiałów, a w wybranych lokalizacjach dbają o całą infrastrukturę. Nikt nie zagląda sąsiadowi w okna. Pod domem są chodniki, a w pobliżu przystanek autobusowy i szkoła. Politycy sprzyjają deweloperom, gdyż ci opłacają ich kampanie wyborcze.
Jan Śpiewak bardzo dużo miejsca poświęca też patoprawu. Jolanta Brzeska została spalona żywcem, ale prokuratura od początku popełniała rażące błędy. Zaczęło się od założenia, że kobieta popełniła samobójstwo, z czym nie zgadzała się jej rodzina ani brak kanistra w pobliżu zwłok. Nie przesłuchano od razu czyściciela kamienicy, w której mieszkała Brzeska, chociaż mężczyzna miał motyw i często groził zmarłej.
W “Patopaństwie” przybliżono też wypowiedzi polskich biznesmenów, które wołają o pomstę do nieba. Brzoska i Palikot narzekają, że ludzie nie chcą robić nadgodzin i odbierać telefonów po pracy. Coś, co na zachodzie jest normą i podstawą work life balance, u nas urasta do rangi patologii.
Dlaczego z Polski uciekają kolejne firmy? Wbrew temu, co mówią neoliberałowie, nie wynika to z lenistwa pracowników. Po prostu od lat przyciągamy inwestorów niskimi cenami pracy. Tymczasem zawsze znajdzie się ktoś, kto zrealizuje dane zadanie jeszcze taniej. U nas nie inwestuje się w innowacyjność, która przytrzymałaby zagraniczne firmy i przyczyniła do wzrostu PKB.
Jan Śpiewak w “Patopaństwie” krytykuje też neoliberałów, na czele z Leszkiem Balcerowiczem. Ten ostatni zrujnował polską gospodarkę tuż po upadku PRL. Doprowadził do zapaści i likwidacji wielu firm, których majątek został później przejęty. Zaowocowało to gwałtownym wzrostem bezrobocia i inflacji. Na wsiach, gdzie wcześniej były PGR-y, ludzie stracili perspektywy normalnego życia. Dopiero po wielu latach zainteresował się nimi PiS, który do dziś osiąga tam doskonałe wyniki w wyborach. Trudno się temu dziwić. Ktoś zabrał pracę całym rodzinom, uniemożliwił im awans społeczny, więc ten, kto potem przywrócił im godność, jawi się jako bohater. Mając to na uwadze, podejrzewam, że jeszcze długo nie doczekamy się prezydenta z innej opcji niż PiS. Chyba że do drugiej tury trafi osoba niezwiązana ze środowiskiem neoliberalnym, która dostrzeże wszystkich mieszkańców Polski.
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje

Komentarze
Prześlij komentarz