- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Gdy studiowałam, po raz pierwszy założyłam blog. Początkowo opisywałam na nim kosmetyki, te z czasem mi się znudziły, więc poszerzyłam obszar zainteresowań o modę. Później jednak przyszedł czas rozpoczęcia pierwszej pracy zarobkowej i zabrakło mi czasu na działalność influencerska. Krótko mówiąc, wypadłam z obiegu. Przed świętami zainteresowała mnie książka “Patoinfluencerzy”, o której wspominała Karolina Zientek na swoim Instagramie. Postanowiłam ją przeczytać i nie żałuję. Mariusz Sepioło otworzył mi oczy na wiele rzeczy, o których wcześniej nie wiedziałam.
Czytając tę książkę, zauważyłam, jak bardzo wypadłam z obiegu. Nie znam wielu nowinek ze świata nowych technologii, które pozwalają na streaming, zarabianie i zaistnienie w sieci. Wszystkie tokeny itp. stanowią dla mnie czarną magię.
Tym, co mnie cieszy jest fakt, że nie znam żadnego patoinfluencera. Z książki Mariusza Sepioło kojarzę tylko tych twórców, a właściwie twórczynie, które zostały ukazane jako przykłady godne naśladowania. Karolinę Zientek regularnie śledzę na Instagramie i pamiętam, ile pracy włożyła w otwarcie własnej szkoły makijażu w Tarnowskich Górach. Z kolei Red Lipstick Monster oglądałam dobrych parę lat temu i podziwiałam jej makijaże.
Mariusz Sepioło w swojej książce “Patoinfluencerzy” opisał Pandorę Gate z 2023 roku. Wówczas dwaj internetowi twórcy opublikowali materiały, w których ukazywali innych topowych influencerow w negatywnym świetle. Mieli oni pisać wiadomości nacechowane seksualnie do swoich nastoletnich fanek – wiele z nich nie miało nawet ukończonego 15. roku życia. Mężczyźni wykorzystywali swoją popularność w tej grupie wiekowej i dawali upust swoim zaburzeniom seksualnym. Jako pierwsze przemówiły kobiety, na które posypały się gromy. Dopiero, gdy sprawę nagłośnili mężczyźni, potraktowano ją poważnie. Książka pokazuje, że wiele osób coś wiedziało i podejrzewało, ale nic z tym nie robiło. Ich milczenie wynikało ze względów praktycznych – agencja, która zarabiała na twórcy, załatwiając mu reklamodawców, nie chciała być stratna.
Gdy czytałam o patoinfluencerach, a dokładniej o tym, z czego zasłynęli, momentami włos jeżył się na mojej głowie. Jedni prowadzili transmisję z libacji alkoholowych. Drudzy pokazywali, jak stosują przemoc wobec słabszych. Inni zachęcali osoby z niepełnosprawnością intelektualną do jedzenia kocich odchodów. Nie brakowało również takich, którzy filmowali bezdomnych i zachęcali ich do ryzykownych wyzwań. Dla mnie często były to zwyczajne przestępstwa, za które mało kto odpowiedział. Ludzie natomiast chętnie oglądali te nagrania, bo przełamywały tabu i wpłacali pieniądze na konta swoich ulubionych twórców.
Patoinfluencerzy w końcu zaczęli zarabiać na udziale w galach bokserskich i biciu się po twarzy. Ten ostatni trend przywędrował do nas z Rosji i zakończył się śmiercią jednego z zawodników. Mnie te wszystkie aktywności kojarzą się ze staczaniem na dno, ale widzów na takich galach nie brakuje. Jedni płacą za wstęp na arenę, a drudzy wykupują dostęp do transmisji. Nie brakuje również reklamodawców na takich galach – w tym znanych producentów suplementów diety.
Mariusz Sepioło w książce “Patoinfluencerzy” opisuje też problemy pracowników agencji. Praca z twórcą internetowym nie jest łatwa. Menedżer w agencji za miesiąc harówy otrzymuje mniejsze wynagrodzenie niż influencer za jeden post na Instagramie. Jakby tego było mało, twórcy często nie chce się go zrobić porządnie w przewidzianym terminie. Menedżer cieszy się, gdy dostaje tuż przed deadline’em totalnego gniota. Później bowiem można nanieść poprawki. Pracownicy agencji często czują się, jakby mieli do czynienia z rozpuszczonym dzieckiem. Muszą bowiem pilnować, aby influencer opublikował post o odpowiedniej porze i niczego w nim nie zepsuł. Menedżer pracuje w nielimitowanych godzinach i wciąż gasi pożary wywołane przez swoje “gwiazdy”, co psychicznie go wyczerpuje.
Jedna z pracownic agencji mówi wprost, że niektórzy influencerzy nie grzeszą inteligencją. Uważają, że z fiskusem da się negocjować zaległy podatek. Zapominają opłacić wynajęte mieszkanie w terminie. Wydają wszystkie pieniądze na ubrania w Vitkacu, a później nie mają z czego żyć. Są to ludzie, którzy niczego nie ogarniają. Gdy pewnego dnia skończy się ich praca influencera, nie poradzą sobie ze względu na skrajną nieporadność.
Mnie w tej książce bardzo zabrakło jednej informacji. Może nie jest ona kluczowa dla samej branży opisanej przez autora, ale moim zdaniem bardzo ważna dla zwykłego obywatela. Istnieją różne sposoby finansowania twórców – czy z tych zbiórek ktokolwiek odprowadza podatek? Wszyscy w Polsce musimy to robić, nawet rodzice chorych dzieci zbierający na leczenie za granicą. Zastanawiam się, czy pieniądze, które płyną chociażby do Kamratów, są jakkolwiek kontrolowane. Czy odprowadzają z nich podatek i ktoś sprawdza, czy tych ludzi nie finansuje Władimir Putin? W dobie globalnego zagrożenia wojną i terroryzmem takie rzeczy powinny znajdować się pod ścisłą kontrolą państwa. W końcu Kamraci prawdopodobnie będą chcieli kandydować do sejmu. Może nadeszła pora na lepszy monitoring ze strony służb i jakąś ustawę, która odbierałaby ludziom Kremla prawo do sprawowania funkcji publicznych?
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje

Komentarze
Prześlij komentarz