“Pomoc domowa” – Freida McFadden

Nie dziwię się, że ta powieść została zekranizowana i właśnie weszła do kin. Jest bowiem fenomenalna – wciągnęła mnie już od pierwszej strony, a później z trudem się od niej oderwałam, aby pójść spać i wypocząć przed pracą. Freidę McFadden poleciła mi koleżanka już jakiś czas temu, ale jej książki pozostawały niedostępne w bibliotece. Teraz rozumiem, dlaczego tak się stało. Po lekturze “Pomocy domowej” chętnie zobaczę film.


Millie jest młodą kobietą, która rozpaczliwie szuka pracy. Sytuacji nie ułatwia jej kartoteka. Jako była skazana nie ma co liczyć na pracę w wielu miejscach. Przez jakiś czas zatrzymuje się w barze, ale wkrótce musi stamtąd odejść ze względu na swój trudny charakter.


Główna bohaterka postanawia odpowiedzieć na ogłoszenie Niny, która szuka pomocy domowej. Oczekuje, że jej pracownica zajmie się domem i córką, Cecelią. Millie od początku jest zachwycona domem i jego kosztownym wystrojem. Bardzo chciałaby dostać tę posadę, gdyż nie ma gdzie mieszkać. Ma już dość życia w niewielkim samochodzie, który służy jej za sypialnię. Millie nie wierzy jednak, że Nina nie sprawdzi informacji o niej.


Millie, ku swojemu zaskoczeniu, otrzymuje posadę pomocy domowej. Nina nie zamierza jej jednak ułatwiać pracy. Swojej podwładnej wydaje sprzeczne dyspozycje, często ją krytykuje i grozi zwolnieniem. Zachowuje się jak osoba niestabilna emocjonalnie, przez co Millie zaczyna się jej bać.


Jeszcze gorsza od Niny okazuje się jej córka. Cecelia jest wiecznie rozkapryszona i niezadowolona z życia. Daje upust swoim negatywnym emocjom, odgrywając się na opiekunce.


Jedyną przyjazna duszą wydaje się Andrew, który coraz częściej broni Millie. To do niego należy cały majątek. Dziewczyna nie rozumie, jak taki przystojny i dobry mężczyzna mógł związać się z kimś tak okropnym jak Nina…


Freida McFadden zadbała o to, aby zakończenie “Pomocy domowej” wbijało w fotel. Jest spory element zaskoczenia, który bardzo mi się spodobał.



Komentarze