- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Uwielbiam książki Joanny Flis, bo mało kto tak jak ona potrafi przybliżać zagadnienia związane z psychologia. W jej poradnikach można dostrzec lekkość przekazu i umiejętność tłumaczenia skomplikowanych zależności. Psychoterapeutka zawsze odnosi się do konkretnych przykładów z życia wziętych, co ułatwia zapamiętanie najważniejszych kwestii. Ostatnio Joanna Flis wzięła pod lupę różne nurty psychoterapii. Wcześniej recenzowałam jej książkę poświęconą terapii narracyjnej. Była równie udana jak “Gry rodzinne”. Te ostatnie psycholożka poświęciła terapii systemowej (rodzinnej). Muszę przyznać, że zrobiła to tak dobrze, że nie umiałam oderwać się od lektury.
Na początku Joanna Flis omówiła myślenie systemowe. Dzięki temu zrozumiałam, że to podejście sprawdza się nie tylko w przypadku rodzin, ale również całych społeczeństw, narodów, grup zawodowych etc. Wszyscy jesteśmy częścią większego systemu i nie funkcjonujemy w próżni. To, co się dzieje w konkretnym układzie wpływa na nasze życie. Z drugiej strony nawet niewielka zmiana naszego zachowania oddziałuje na cały system.
Wielu z nas ma trudną relację z rodziną – nie musiało dochodzić w niej do klasycznie rozumianej przemocy, abyśmy czuli się rozdarci. Niekiedy po prostu zabrakło prawdziwej więzi emocjonalnej – to się zdarza, że wiążą nas więzy krwi, ale nic więcej. Poza tym krewni czasem nie rozumieją naszych wyborów i obrażają się, gdy próbujemy żyć po swojemu. Do tego dochodzą rodzinne sekrety, uwikłania i długi emocjonalne – nic dziwnego, że nie wszyscy utrzymujemy regularny kontakt z rodzicami czy dziadkami.
Podoba mi się, że Joanna Flis w swojej książce “Gry rodzinne” nikogo nie obwinia, ale wyjaśnia złożone zjawiska. Podchodzi do nich z ciekawością charakterystyczną dla naukowca, co czyni jej poradnik rzetelnym i merytorycznym źródłem wiedzy. Do każdego problemu podaje kilka potencjalnych wyjaśnień. Pokazuje to tylko, jak ludzkie życie jest złożone i pozwala nabrać dystansu do własnych trudności rodzinnych. Mnie szczególnie zainteresował wątek wypierania odpowiedzialności. Wraz z przyjacielem ostatnio często rozmawiam na ten temat – nie umiemy pojąć, dlaczego nasze matki tak rzadko przyznają się do błędu. Wolą tworzyć dziwaczne tłumaczenia, zamiast stwierdzić – okej, pomyliłam się, masz rację. Nasi ojcowie nie mają z tym problemu, my też nie, dlatego ich postawa zawsze nas irytowała. Dzięki książce Joanny Flis zrozumiałam, że w niektórych rodzinach nie wolno było dopuszczać się błędów, bo poważnie za nie karano. Biorąc pod uwagę, że babcie ze strony naszych matek są skrajnie autorytarne, zaczynam rozumieć swoją mamę.
Wiele problemów w rodzinie i państwie wynika ze sztywności systemu, w którym żyjemy. Życie zawsze niesie niespodzianki i zmiany, przez co najlepiej funkcjonują układy obdarzone elastycznością. Niestety, w wielu rodzinach role i granice są zbyt sztywne. Choć świat się zmienia, strażnicy dawnego porządku zwalczają każdą próbę wprowadzenia nowego porządku. Robią to najczęściej w obawie przed nieznanym i utratą tożsamości. Z drugiej strony brak granic i ról także nie jest dobry, bo wprowadza niepotrzebny chaos.
Każdy system wysyła do nas zaproszenia i zlecenia. Oczekuje od nas, że będziemy ratownikami, maskotkami rozładowującymi atmosferę etc. Pytanie, na ile możemy sobie pozwolić na odmowę i życie według własnego scenariusza, a na ile jest to źle widziane. Niekiedy latami robimy rzeczy, które nam nie odpowiadają – np. matkujemy swoim rodzicom, bo ci pokazują, że bez nas by sobie nie poradzili.
Bardzo często zmiany, które usiłujemy wprowadzić w rodzinie, napotykają na opór. Jest to całkowicie normalne – system przywykł do tego, co było. Ludzki mózg też nie lubi zmian. Każda z nich zmienia dynamikę naszych relacji i sprawia, że system rodzinny musi się do niej dostosować, ustalając nową homeostazę.
W parach dochodzi do kłótni z powodu komplementarnosci lub symetrii. W pierwszym przypadku umawiamy się, że jedna strona o wszystkim decyduje, a druga jej słucha. W drugim obie strony chcą mieć taką samą władzę, co prowadzi do sporów.
Joanna Flis pokrótce opisuje też najczęstsze gry rodzinne. Mnie najbardziej zainteresowała ta związana z kłótniami dotyczącymi codziennego życia. Chyba każdy z nas zna jakąś rodzinę, która kłóci się o źle powieszone pranie albo smugi na oknie. To są drobiazgi, które nie doprowadzą do rozstania, a pozwalają wyładować nieprzyjemne emocje związane z tematami tabu. Kiedy o czymś boimy się powiedzieć, nasz lęk, złość czy smutek nie znika. W końcu staje się nieznośny, więc musimy ratować się kłótnią na temat zastępczy.
Poradnik Joanny Flis pt. “Gry rodzinne” otwiera oczy na wiele spraw, dlatego gorąco polecam go Twojej uwadze. Myślę, że nie ma osoby, która nie skorzystałaby na jego lekturze. Wszyscy mamy mniejsze lub większe problemy rodzinne, nawet gdy nasze domy nie należą do dysfunkcyjnych.
Gry rodzinne
Joanna Flis
książka
poradnik
poradnik psychologiczny
recenzja książki
terapia rodzinna
terapia systemowa
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje

Komentarze
Prześlij komentarz