“Nie zabiłam” – Klaudia Muniak

Choć z twórczością Klaudii Muniak zetknęłam się stosunkowo niedawno, to teraz intensywnie nadrabiam jej powieści. Uważam, że są świetne, bo autorka wybiera ciekawe tematy i łączy je z wątkami medycznymi. Robi to w niezwykle umiejętny sposób, dzięki czemu nie tylko dostarcza rozrywkę, ale też edukuje. Jaką historię postanowiła przybliżyć w książce “Nie zabiłam”?



Zacznę od tego, że jestem pod ogromnym wrażeniem nie tylko warsztatu literackiego Klaudii Muniak, ale również jej wiedzy psychologicznej. Autorka doskonale opisała przeżycia głównej bohaterki – Sabiny Garncarek, która w dzieciństwie padła ofiarą przemocy. Doświadczyła ogromnej traumy we wczesnym etapie życia, a jej cPTSD skutkowało zaburzeniami lękowymi i depresyjnymi. Dzieci, których potrzeby są regularnie zaniedbywane, często nie potrafią przyjąć miłości i troski innych. Patrzą na pozytywne sygnały, które napływają od innych ludzi, z ogromną podejrzliwością. Nie doświadczyły bowiem opieki i wsparcia od swoich opiekunów, przez co nie wierzą, że ktoś inny mógłby im je dać. To dla nich nowa sytuacja, a wszystko, co nieznane, budzi lęk. Czytając o przeżyciach Sabiny, momentami widziałam cechy zaburzenia osobowości borderline. Jest ono dość częste u osób z dysfunkcyjnych rodzin i utrudnia budowanie bliskich relacji w dorosłym życiu.


Sabina Garncarek przeszła przez piekło, ale odnalazła w sobie ogromną siłę i determinację, aby powrócić na łono społeczeństwa. Przez pewien czas pracowała w osiedlowym sklepie i lubiła to zajęcie. Znała bowiem kupujących i nie dosięgały ją ataki paniki. Niestety, nowa szefowa – Jowita, odebrała jej spokój i stabilizację. Zwolniła Sabinę pod byle pretekstem, przez co ta znalazła się w trudnej sytuacji ekonomicznej. Musiała żyć z zasiłku dla bezrobotnych. Nie mogła pozwolić sobie na częste wizyty u psychiatry i zakup leków. Skorzystała zatem z krajowego planu ochrony zdrowia psychicznego. Dzięki niemu zyskała bezpłatny dostęp do lekarza specjalisty i darmowe zastrzyki. Kobiecie podawano domięśniowo lek o przedłużonym uwalnianiu.


W nocy po pierwszej iniekcji nowego medykamentu ktoś zamordował Jowitę, uderzając jej głową o blat na zapleczu supermarketu. Podejrzenia padają na Sabinę, która miała z kobietą na pieńku. Sama Garncarek wpada w popłoch – nie pamięta bowiem wszystkich wydarzeń z tamtego wieczoru. Źle zniosła pierwszą dawkę nowego leku i borykała się z zawrotami głowy. Kobieta zaczyna się zastanawiać, czy preparat mógł popchnąć ją do popełnienia zbrodni, której nie pamięta.


Jakby tego było mało, w Sosnowcu giną kolejne kobiety. Czy one również mają powiązania z Garncarek? A może w ośrodku zdrowia ktoś dopuszcza się przestępstwa i traktuje pacjentów jak króliki doświadczalne, którym podaje nie do końca przebadane psychotropy?


Muszę przyznać, że powieść “Nie zabiłam” bardzo mnie wciągnęła, nawet nie zauważyłam, kiedy dobrnęłam do jej końca. Ukazana w niej historia głęboko mnie poruszyła. Klaudia Muniak przedstawiła w niej wady polskiego systemu, który nie potrafi zapewnić ochrony najmłodszym przed przemocą ze strony najbliższych opiekunów. Nawet jeśli te dzieci przeżyją i “wyjdą na ludzi”, przez całe życie borykają się z traumą, depresją i atakami paniki. W ich przypadku leczenie jest trudne, bo nie potrafią zaufać terapeutom i lekarzom.

Komentarze