“Ślad krwi” – Klaudia Muniak

Klaudię Muniak poznałam w styczniu i w tym samym miesiącu przeczytałam jej 3 powieści, bo okazały się świetne. Polecam je wszystkim ADHD-owcom, które lubią thrillery i kryminały. W ich przypadku nie grozi Wam nuda, ponieważ akcja toczy się wartko i pełna jest nieoczekiwanych zwrotów. W powieściach Muniak dominują dialogi, a nie przydługawe opisy, przy których można odpłynąć. Na dodatek autorka chętnie wykorzystuje swoją wiedzę z zakresu biotechnologii w konstruowaniu fabuły. Nie porusza dobrze znanych wątków, lecz takie, które stanowią sporą nowość. Jako absolwentka tego samego kierunku co Muniak mogę tylko powiedzieć: I like it. Co ciekawego Klaudia Muniak ukazała w “Śladzie krwi”?



Weronika Zalewska jest młodą kobietą, która zmaga się z niezwykle rzadką chorobą genetyczną. Można ją przyjąć jako błogosławieństwo lub przekleństwo – wszystko zależy od punktu widzenia. Główna bohaterka nie odczuwa bólu, strachu i smutku. Ma to dobre i złe strony. Nigdy nic jej nie boli – głowa, brzuch podczas okresu, przez co żyje się jej łatwiej. Z drugiej ból stanowi sygnał ostrzegawczy wysyłany przez organizm. Weronika częściej ulega wypadkom, bo go nie czuje – pije wrzątek, polewa się nim lub kaleczy ciało. Zalewska nie boi się podejmować odważnych działań, ale z drugiej strony może ja to prowadzić do igrania ze śmiercią. Lęk bowiem ostrzega nas przed zagrożeniami. Podobnie jak ból ma swoją funkcję adaptacyjną. 


Zalewska nie miała łatwego dzieciństwa. Straciła matkę, gdy miała 3 latka. Kobieta po prostu nagle zniknęła z jej życia – nikt nie wie, co się z nią stało. Tego nie udało się ustalić nawet policji i jej ojcu – znanemu chirurgowi. Weronikę wychowywała macocha – ojciec rok po zaginięciu Joanny związał się z Beatą. Kobieta pokochała pasierbicę – chyba nawet obdarzyła ją głębszym uczuciem niż swojego biologicznego syna.


W pewien sobotni wieczór Weronika nudzi się w domu. Jej przyjaciółka odwołuje wspólny wypad na miasto, a wujek opuścił już gabinet dentystyczny. Zalewska nie chce spędzać czasu w swoim mieszkaniu, więc umawia się z Jankiem – mężczyzną poznanym przez internet. Randka nie przebiega jednak po myśli Weroniki. Mężczyzna oszukał ja, podając się za młodszego, niż jest w rzeczywistości. Kobieta postanawia wymknąć się z lokalu, korzystając z szyfru odnalezionego w łazience. Prosi o drinka, który stanowi zakamuflowany komunikat o potrzebie pomocy w opuszczeniu pubu. 


Weronika nie wraca jednak do domu – budzi się z zakrytymi oczami i związanymi kończynami. Obok niej znajduje się młodą dziewczyna, która spotkał podobny los. Niestety, żadna z nich nie wie, kto stoi za porwaniem i dlaczego to zrobił. Sprawca usiłuje na siłę karmić każda z ofiar. Gdy któraś nie chce jeść, wprowadza jej sondę przez nos. Jednak nie to okazuje się najgorsze. Porywacz z nieznanych przyczyn okalecza kobiety w dość specyficzny sposób. Czy jest sadysta, a może kieruje nim coś innego?


Ojciec Weroniki zgłasza jej zaginięcie na policję. Początkowo zostaje ono zbagatelizowane, dopiero gdy trafia do Judyty Oleckiej, ta podejmuje działania operacyjne. Czy policjantce uda się odnaleźć młoda kobietą, zanim ta umrze? Kto stoi za jej zaginięciem i jaki ma motyw? Podejrzanych nie brakuje. Za kobieta wciąż ugania się jej były partner. Okazję do jej uprowadzenia miał także barman i wujek. Co ciekawe, ta sprawa może wiązać się z zaginięciem matki Weroniki.


Muszę przyznać, że “Ślad krwi” zafundował mi zaskakujący finał – o ile dobrze wytypowalam podejrzanego, o tyle nie trafiłam z motywem. Klaudia Muniak ciekawie to wszystko wykoncypowała. Jeśli chcesz się o tym przekonać, koniecznie zapoznaj się z tym intrygującym tytułem.

Komentarze