- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Niby dużo się ostatnio mówi o zaburzeniach ze spektrum autyzmu, ale odnoszę wrażenie, że wciąż wiele osób nie rozumie ASD. Najgorzej, że wśród nich są pedagodzy, nauczyciele, logopedzi i psycholodzy, którzy pracują z dziećmi z tym zaburzeniem neurorozwojowym. Córka znajomej jest wciąż karana za komunikację bez filtra, choć dziewczynka naprawdę stara się dostosowywać do społecznych oczekiwań. Wspominam o tym, ponieważ widzę, jak bardzo potrzebujemy książek, takich jak “Autystka. Analiza bez znieczulenia”. Agnieszka Chmiel napisała ją wraz z Pawłem Pflegelem.
Ona otrzymała diagnozę ASD i opisuje swoje doświadczenia, on natomiast tłumaczy je z punktu widzenia psychologii. Sprawia to, że książka jest merytoryczna a zarazem bardzo lekka. Uważam, że powinna stać się szkolną lektura, która wyjaśnia wszystkim uczniom i nauczycielom, czym jest autyzm. Niestety, obecnie nawet kadra pedagogiczna w tym zakresie zdradza spore braki. W rezultacie dzieci autystyczne nie tylko nie otrzymują wsparcia, ale też nie mogą liczyć na zwyczajne zrozumienie. Są nielubiane i hejtowane zarówno przez swoich rówieśników, jak i nauczycieli.
Agnieszka Chmiel w książce “Autystka. Analiza bez znieczulenia” wspomina o dosłownym rozumieniu wypowiedzi. Jest to cecha diagnostyczna ASD, która jednocześnie utrudnia nawiązywanie relacji międzyludzkich. Sama autorka podkreśla, że choć lubi korzystać z metafor w pisaniu, co bardzo dobrze ukazują jej bajki terapeutyczne, które zamieszcza jako zakończenie każdego rozdziału, to czasem rozumie je zbyt dosłownie. Jako przykład podała popularne stwierdzenie: “zjeść konia z kopytami”. Poza tym Agnieszce Chmiel udaje się zrozumieć sarkazm i ironię, ale kosztuje ją to sporo energii.
Osoby z autyzmem nie przepadają za small talkami, które osobom neurotypowym służą do podtrzymania kontaktu. Wola rozmawiać na głębsze tematy lub z osobami, które rzeczywiście interesuje prawdziwa odpowiedź. Niestety, większość oczekuje amerykańskiego podejścia, czyli stwierdzenia: “wszystko okej”, co męczy sama Agnieszkę Chmiel. Podoba mi się komentarz psychologa, Pawła Pflegela, który stwierdził, że osoby neurotypowe grają w ten sposób w swego rodzaju grę, której zasad autyści często nie rozumieją. Ale czy koniecznie muszą do niej dołączać?
Dla osób, u których zdiagnozowano zaburzenia ze spektrum autyzmu, prawdziwe pole minowe stanowią miejsca pełne bodźców. Zbyt dużo światła, zapachów, dźwięków czy kolorów potrafi je przestymulowac. W praktyce może to doprowadzić do meltdownu, czyli gwałtownego wybuchu emocjonalnego lub shutdownu – wycofania i odcięcia się od innych. Niektóre bodźce powodują ból i cierpienie u autystów, choć większości ludzi wydają się całkowicie neutralne. Sama mam nadwrażliwość sensoryczna przy ADHD, ale ona u mnie wygląda inaczej. Nie przepadam np. za ryczacymi motorami, bo mnie rozpraszają i wybijają z rozmowy, ale np. w ogóle nie rejestruje, że ktoś obok mnie je posiłek. Autyści często nie znoszą mlaskania czy odgłosów przełykania, dlatego wola jeść w samotności.
Agnieszka Pflegel w jednym z rozdziałów nawiązuje do podwójnej empatii. Wspomniane zjawisko sprawia, że osobom neurotypowym trudno zrozumieć autystów i vice versa. Autorka jednak wyraźnie podkreśla, że o ASD nie bez powodu mówi się w kontekście spektrum, bo objawy u poszczególnych osób są zróżnicowane. W związku z tym nawet dwójka autystów może się nie dogadywać, zwłaszcza gdy każdy chce rozmawiać o swoich specjalnych zainteresowaniach, ale żaden nie chce słuchać. Aczkolwiek dwóm osobom z ASD łatwiej się zrozumieć.
W książce “Autystka. Analiza bez znieczulenia” znajdziemy też nawiązanie do rozmów rekrutacyjnych, które często wymagają wspinania się na wyżyny aktorstwa. Wielu osobom w spektrum ciężko odpowiedzieć na pytania, które są dla nich totalną abstrakcją, np. “gdzie widzą siebie za 5 lat”. Z kolei na inne odpowiadają zbyt szczerze, przez co nie otrzymują zatrudnienia. Niekiedy przyznanie się do diagnozy pomaga i sprawia, że rekruter zmienia podejście. Czasem staje się początkiem dyskryminacji. Każdy musi sam wyczuć, czy warto ujawnić się jako osoba w spektrum w miejscu pracy.
Agnieszka Pflegel jako koszmar wspomina wpychanie jej jedzenia, którego nie lubi, żeby spróbowała i się przekonała. Autorka wyraźnie podkreśla, że w ten sposób można jej tylko obrzydzić jakąś potrawę. Myślę, że warto oduczyć się nawyku częstowania kogoś na siłę. Uszanujmy, że ktoś czegoś nie je i nie traktujmy tego jako powtarzy czy wyrazu złej woli.
Gorąco polecam tę książkę, bo w “Autystce. Analizie bez znieczulenia” mamy bardzo fajny ciekawy układ treści. Każdy rozdział rozpoczyna się od spostrzeżeń Agnieszki Chmiel. Później mamy zabawny dialog z Pawłem Pflegelem, który pokazuje, że ludzie neurotypowi też zmieniliby swój sposób myślenia o pewnych sprawach, gdyby musieliby spełniać cudze oczekiwania. Następnie pada wyjaśnienie danego zjawiska ze strony psychologa. Każdy rozdział kończy się bajka terapeutyczna z udziałem dziewczynki i jej kotki. Agnieszka podkreśla, że zwierzak stanowi uosobienie jej wewnętrznej mądrości/zdrowego rozsądku.
Agnieszka Chmiel
Autystka Analiza bez znieczulenia
książka
Paweł Pflegel
poradnik
recenzja książki
Wydawnictwo Kobiece
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje

Komentarze
Prześlij komentarz