“Cztery pory roku z Ewą Woydyłło” – Ewa Woydyłło

Nie wiem, czy na blogu, czy na Instagramie, wspominałam już, że od pewnego czasu mam problem z Ewą Woydyłło. Kiedyś widziałam w niej autorytet z zakresu psychologii, ale to się zaczęło zmieniać. Psychoterapeutka swoimi wypowiedziami w mediach i na stronach swoich poradników sprawiła, że pojawiła się we mnie niezgoda na promowanie pewnych założeń niezgodnych ze stanem współczesnej wiedzy. Chciałam jednak przekonać się, czy to był jedynie incydent, więc dałam szansę książce pt. “Cztery pory roku z Ewą Woydyłło”. Jak oceniam tę pozycję?


Poradnik został podzielony na cztery części. Zaczyna się od wiosny, która często oznacza zmiany, nadzieję, nowe szanse i przebudzenie. W końcu dzień staje się dłuższy, a my zaczynamy porządkować swoje szafy i mieszkania. Pozbywamy się rzeczy zbędnych, zaczynamy bardziej dbać o siebie. Wiosną pojawia się też okazja, aby zadać sobie pytanie, czym dla mnie jest kobiecość i jakie tworzę relacje z przedstawicielkami swojej płci. 


Lato rozpoczyna się od Dnia Dziecka, co skłania do refleksji. Tego rodzaju daty mają w sobie coś magicznego. Czasem przywołują w nas piękne wspomnienia beztroskiego dzieciństwa, ale mogą też odnawiać niezagojone rany. Wszystko zależy od tego, czy nasze potrzeby były zaspokajane, a miłość rodziców bezwarunkowa. Gdy czegoś zabrakło, w okolicach 1 czerwca możemy czuć smutek i żal. Ważne, abyśmy wówczas dali sobie prawo do trudnych emocji. 


Ewa Woydyłło podkreśla, że latem mamy też więcej czasu na swoje hobby, bo dzień jest dłuższy i jaśniejszy. Możemy wreszcie zrobić coś, co sprawia nam radość. To również czas urlopów, gdy nieco zwalniamy i zapominamy o pracy. Ważne, abyśmy umieli odpoczywać i nie myśleć o swoich obowiązkach podczas dni wolnych. Niestety, wielu z nas ma z tym problem.


Jesień jest jedną z najtrudniejszych pór roku, bo kojarzy się z końcem i przemijaniem. Nastraja też dość melancholijnie, bo wspominamy swoich bliskich, którzy odeszli już z tego świata. Trudno z tego powodu nie zatęsknić i uniknąć myśli o własnej śmiertelności. Wielu z nas unika ich, bo nie radzi sobie z bólem egzystencjalnym. Poza tym krótkie dni, szaruga za oknem i chłód mogą nastrajać nas depresyjnie. Ewa Woydyłło podkreśla, aby starzeć się w dobry sposób. Zachować otwartość umysłu, wystrzegać się narzekania na młodsze pokolenia, być ciekawym świata i wciąż się czegoś uczyć. Warto już zawczasu zadbać o sprawność fizyczną i dobre zdrowie na starość, dobrze się odżywiając, uprawiając sport i unikając stresu. Ponadto dobrze jest znaleźć dla siebie jakieś atrakcyjne zajęcie na miarę swoich możliwości.


Na koniec Ewa Woydyłło zostawiła sobie zimę, która rozpoczyna się od Bożego Narodzenia. Jednych te święta radują, a innych przygnębiają lub stresują. Nie ma jednego dobrego wzorca ich przeżywania, bo każdy z nas niesie bagaż zupełnie odmiennych doświadczeń. Krótki dzień i mróz sprawia, że wiele osób czuje się gorzej, dlatego warto spędzać czas z pogodnymi ludźmi. Można z nimi rozmawiać, chodzić do teatru lub oglądać komedie.  Każdy z nas może sam zadbać o swoje samopoczucie. Zima to również czas podsumowań i nowy początek, który daje nam nadzieję na lepsze jutro. 


Kiedyś bardzo podziwiałam Ewę Woydyłło, ale teraz mam z nią problem. W tej książce też pojawiły się tezy, do których mam spore zastrzeżenia. Odnoszę wrażenie, że w przypadku tej znanej psychoterapeutki widać różnicę pokoleń w podejściu do pewnych spraw. Ewa Woydyłło po raz kolejny przedstawiła depresję jako efekt braku sportu. Nie przeczę, że ruch jest zdrowy, ale aktywność fizyczna nie wyczerpuje tematu zaburzeń nastroju. Nie wyobrażam sobie, że miałabym powiedzieć córce mojej znajomej, która zmaga się z ASD i jest hejtowana w szkole przez (sic!) nauczycieli, że powinna pójść sobie pobiegać. Ruch jej nie pomoże, kiedy przez 5 dni w tygodniu spotyka dorosłych, wykształconych ludzi, którzy karzą ją za to, że jest inna.


Ewa Woydyłło uważa też za szkodliwych i godnych potępienia tych psychoterapeutów, którzy sugerują swoim klientom, że warto pomyśleć nad ucięciem kontaktów z rodzicami. Autorka “Czterech por roku” uważa ich podejście za naganne i twierdzi, że rodzicom zawsze trzeba wybaczyć i się pogodzić. A przecież przewinienia są bardzo różne. Nie wszystkie da się puścić w niepamięć i kontynuować znajomość. Czy wnuczka molestowana przez babcię jako dziecko ma obowiązek utrzymywać z nią kontakt? Moim zdaniem nie i sadyzmem jest jej to sugerować. Ewa Woydyłło zdaje się nie widzieć szerokiego spektrum trudności w rodzinie. Czym innym jest kłótnia o rodzynki w serniku, a czym innym przebywanie w otoczeniu toksycznego krewnego. Odnoszę wrażenie, autorka omawianego poradnika wychodzi z założenia charakterystycznego dla domów dotkniętych problemem alkoholowym: “tylko nie mów nikomu i wybacz tacie”.


W jedynym przyznam rację Ewie Woydyłło – ciągle rozpamiętując jakąś urazę, sprawiamy, że nasza rana emocjonalna wciąż się sączy. Praktykując takie podejście, nie pozwalamy jej się zagoić. Ewa Woydyłło podkreśla, że w takich sytuacjach warto pójść na terapię i napisać list do sprawcy krzywdy, ale go nie wysyłać, lecz spalić. Tylko uwalniając się od tego, co było, możemy spróbować żyć od nowa.


Mam też mieszane uczucia co do rady, by zapytać znajomej, co się dzieje, bo kiepsko wygląda. Moim zdaniem to jest jednak przekroczenie granicy pod płaszczykiem troski. Ileż razy słyszymy tego rodzaju pytania od rzekomo życzliwych osób, które wcale nie chcą nam pomóc, lecz wbić szpilę? Poza tym dla każdego kiepsko znaczy co innego. Jeden uważa za podejrzany fakt, że ktoś się nie maluje lub nie farbuje siwych włosów, stając się strażnikiem patriarchatu. Zbyt rzadko bierzemy pod uwagę, że ktoś może dbać o swoje zdrowie i samopoczucie, a odpuścić sobie rytuały, które nie są z nim zgodne. Oczywiście, jak widzimy, że z kim dzieje się coś niepokojącego – zrobił się smutny czy wycofany, nie lekceważmy tego. Być może ten ktoś zmaga się z depresją lub kryzysem suicydalnym, przez co potrzebuje naszej pomocy. 


Odnoszę wrażenie, że Ewa Woydyłło reprezentuje podejście naszych babć i rodziców, którzy na różne zgłaszane przez nas trudności reagują sławetnym tekstem: “kiedyś tego nie było” albo “kiedyś ludzie mieli większe problemy i jakoś żyli”. Zawsze w takich sytuacjach ciśnie mi się na usta: “kiedyś ludzie żyli w lepiankach i jakoś dawali radę”. Dla mnie jest to klasyczny przykład unieważniania cudzych emocji czy trudności. Zauważyłam, że Ewa Woydyłło jest bardzo chętnie słuchana przez naszych rodziców, ponieważ w jej książkach i wystąpieniach znajdują usprawiedliwienie dla siebie, chroniąc w ten sposób swój wizerunek.


Aby nie kończyć tej recenzji w sposób negatywny, odniose się do jednej istotnej sprawy, z którą w pełni zgadzam się z Ewą Woydyłło. Niezależnie od pory roku pojawiają się daty, które mogą nas triggerowac. Dla jednego będzie to 22 lipca, bo wtedy zmarła jego ukochana babcia, dla drugiego 1 września przypominający o szkolnym hejcie. Triggery często działają na poziomie nieświadomym i bardzo często nie rozumiemy, skąd bierze się nasze gorsze samopoczucie.


Pragnę również nadmienić, że książka “Cztery pory roku z Ewą Woydyłło” została przepięknie wydana. Te kolorowe kwiaty na brzegach stron przypadły mi do gustu. Wydawnictwo Literackie potrafi zadbać o oprawę wizualną swoich tytułów.

Komentarze