“Oddział D” – Freida McFadden

 


Zawsze ogromnie cieszę się, gdy Freida McFadden wydaje nową książkę, bo wiem, że będzie się działo. Pisarka zawsze tak konstruuje fabułę, by na koniec czytelnik miał sporą niespodziankę. Finał nie zawsze okazuje się też jednoznaczny, co stanowi znak rozpoznawczy autorki. Czym zaskoczył mnie “Oddział D”?


Amy studiuje upragnioną medycynę i odbywa staż z psychiatrii. Gdyby nie był on obowiązkowy, prawdopodobnie nigdy by się na niego nie zdecydowała, ponieważ boi się takich miejsc. Dopóki dziewczyna chodzi do przychodni, do której zgłaszają się głównie pacjenci z zaburzeniami snu, jakoś daje sobie radę. Nocny dyżur na oddziale zamkniętym po prostu ją przeraża.


Gdy Amy zjawia się w szpitalu, czeka na nią niespodzianka. Jej eks, Cameron, który zostawił ją po to, aby lepiej przygotować się do egzaminu, zamienił się dyżurami z ich wspólną koleżanką. Wszystko wskazuje na to, że były chłopak uzmysłowił sobie, jak wielki błąd popełnił. Amy jednak nie zamierza mu wybaczać tego, jak ją potraktował.


Podczas dyżuru Amy orientuje się, że wszyscy pacjenci boją się Sawyera. Twierdzą, że zamierza ich wszystkich zabić, dlatego usiłują wyjść oddziału D. Mężczyzna niby znajduje się w jednej z izolatek, ale Amy cały czas boi się, że wyjdzie z niej i wyrządzi jej krzywdę. Nie opuszcza ją też lęk przed niebezpieczeństwem – nie wie, co się stanie, gdy zapomni kodu, który umożliwia opuszczenie oddziału. Przyszła lekarka zdaje sobie bowiem sprawę, że ma kiepską pamięć do liczb.


Sytuacji nie ułatwia fakt, że w szpitalu znajduje się Jade – była przyjaciółka Amy, która zna jej tajemnice i czuje się skrzywdzona. Czy wykorzysta swoją wiedzę, aby skrzywdzić stażystkę?


Amy obdarza sympatią jedynie Willa – mężczyznę, którego objawy nie do końca pasują do typowej schizofrenii. Ten pacjent wydaje się zupełnie inny niż reszta – mało tego, ma podobne zainteresowania literackie co przyszła lekarka. Czy stażystka może mu jednak zaufać? Gdzie tak naprawdę kryje się zagrożenie na “Oddziale D”?


Muszę przyznać, że Freida McFadden z jednej strony bardzo mnie zadowoliła, a z drugiej trochę rozczarowała. Fabuła okazała się wciągająca tak bardzo, że czytałam “Oddział D” do późnych godzin nocnych. Autorka bardzo dobrze ukazała różne zaburzenia psychiczne – schizofrenię, nocne pobudzenie i dezorientację u pacjentów z Alzheimerem. Z drugiej strony nie podoba mi się, że jako lekarka powiela stereotypy nt. osób z zaburzeniami psychicznymi. Podkreślanie, że u takich pacjentów włosy stercza i są oni rozczochrani, traci mi szerzeniem bzdur. Chorzy często wyglądają całkiem normalnie – przy depresji maskowanej można mieć piękny strój, fryzurę i makijaż. Z kolei ktoś z nieładem na głowie może cieszyć się życiem, być zmęczony pracą, zmagać się z ADHD, dyspraksja, mieć za sobą nieudany zabieg fryzjerski lub trychologiczny albo chorować na łuszczycę skóry głowy. Nie lubię, gdy ktoś stosuje tak daleko idące uproszczenia, promując przy tym presję na nienaganny wygląd. W pewnym momencie Amy jest przerażona, że nie wygląda dobrze, część włosów wyszła jej z kucyka, przez co z pewnością wyjdzie na osobę zaburzoną, zwłaszcza po tym, gdy widziała rzekomą krew na korytarzu.

Komentarze